środa, 20 maja 2015

Myśli wyrwane z otchłani

"Jeśli spojrzysz w głąb otchłani, otchłań spojrzy także w głąb Ciebie" 
F. Nietzsche


Nie jestem fanką Nietschego, choć jestem przekonana, że Nitche byłby moim fanem, gdyby żył.
A tak na poważnie, życie z rakiem/po raku jest jak zaglądanie w otchłań. Wielka czarna dziura, która codziennie Ci towarzyszy - raz przed Tobą, raz za Tobą a raz obok Ciebie. Puka Cię w ramie i prosi "popatrz na mnie, a ja będę mógł spojrzeć na Ciebie". I gdzie się nie obrócisz wciąż zahaczasz, tę pieprzoną otchłań, czasami niechcący uczepisz się jej rękawa, jak skrawka spódnicy matki i jest pozamiatane. Zaczynasz myśleć (chociaż pewnie niektórym ten proces jest zupełnie obcy, jak tak spoglądam na ludzi). Myśli prowadzą Cię głębiej i głębiej ciemnym korytarzem w stronę przerzutów, nawrotów, śmierci. A jak już tam wleziesz, to kleją się te myśli jak błoto do butów, wgryzają w miękkie ciało, zaczynają płynąć w żyłach zjaranych chemioterapią.
Zaczyna się: głowa mnie boli - przerzut do mózgu, brzuch mnie boli- już nie mam wątroby, kręgosłup kłuje - niedługo po mnie, bo przerzut go złamie, przerwie się rdzeń, będę sparaliżowana i będę umierać w wielkich mękach...kaszel - płuca zajęte. I tak sobie dryfujesz, starając się nie wdawać w gierki z pieprzoną otchłanią, ale ona nie daje Ci spokoju.
Każde badanie kontrolne to zagryzanie zębów - tym razem się uda czy się nie uda? A jak masz w sobie spokój, to coś zaczyna się sypać - okazuje się, że badanie trzeba poprawić na przykład, a Ty już srasz w gacie. Wszyscy, którzy chorują lub chorowali znają to, czyż nie?
A jeszcze przychodzisz do lekarza, a on mówi "Guz był taki wielki??? węzły zajęte? I ma Pani her dodatni?" I robi wielkie oczy i się pyta czy na pewno nie masz przerzutów i Ci gratuluje, że żyjesz. I Ty masz świadomość, że miałeś kupę szczęścia, chociaż nie wiadomo ile to szczęście potrwa, bo ciągle słyszysz, że gdzieś obok komuś się nie udało.


Po chemioterapii i bieganiu ciągle po szpitalach masz masę znajomych, którzy też chorują. Z niektórymi się spotykasz, niektórych poznajesz wirtualnie przez fora lub blogi. I lubisz ich, bo oni wiedzą co czujesz i nie wmawiają Ci, że "będzie dobrze" i nie pytają co chwilę "jak się czujesz" i wiesz, że jak się rozpłaczesz, bo otchłań zajrzała Ci prosto w oczy, to Ci nie powiedzą "daj spokój, nie możesz tak myśleć" jakby choroby nie istniały. I codziennie walczysz o dobre myśli, dobrą zabawę, o powrót do starej rzeczywistości. Nie przeszkadza Ci, że jesteś za gruby, że farba ze ściany się łuszczy, że pogoda jest kijowa. Zaczynasz lubić te małe problemy. Co więcej chciałbyś się zamienić nawet - nie przeszkadzałaby Ci ch**owa praca, za rzadkie włosy, nawet pieprzony kredyt we frankach, gdybyś tylko mógł pozbyć się swojej przyjaciółki otchłani.
I starasz się żyć normalnie, ale już nie ma takiego słowa w Twoim słowniku, bo kiedy próbujesz wciąż natrafiasz na ścianę, albo na otchłań. Bo siły już nie te, bo odporność do bani, bo tego i tamtego już nie możesz. A ludzie zdrowi mówią Ci: "Przecież już go wycięli, przecież już jesteś zdrowa" i zaczyna ich irytować, że ich "spowalniasz", stajesz się nudny dla swoich dawnych znajomych, bo mało pijesz, bo wcześnie się zmywasz, bo nie możesz wysiedzieć na dworze całą noc i ciągle tłumaczysz się rakiem - no a przecież go nie masz! Ba! Zaczynają Ci zazdrościć, że nie musisz chodzić do pracy, że masz masę wolnego czasu, że masz na wszystko wymówki. Bo przecież super jest mieć raka, nagle osiągasz w życiu tyle korzyści!
Tak jak to ktoś napisał ostatnio Marzenie Erm w komentarzach na blogu - tyle siana zebrała i zarabia na swoim raku, bo ludzie naiwnie zapisują swój 1% podatku dla niej. Bo przecież jej lek kosztował pół miliona i to jest świetny interes mieć raka. A dlaczego jej rodzina nie sprzedała domu i samochodu? Przecież mogli by zamieszkać wszyscy w szpitalu, a nie ciągnąć kasę od ciężko pracujących ludzi. Taki to proszę Państwa jest interes - mieć raka - super sprawa, to jak dostać OSCARA.
Ostatnio usłyszałam od kogoś, po kim czegoś takiego chyba bym sie nie spodziewała: "inni tez mają problemy" (w domyśle- nie jesteś pępkiem świata) To fakt, nie jestem pępkiem świata na dodatek mam tylko jeden problem, jest nim bomba zegarowa w moim ciele, która w każdej chwili może odpalić licznik odliczający dni do końca, a jak się odpali to nie będzie to 10 lat, tylko może 2, jak będę szczęściarą to 5, na ciągłej chemii, bez poczucia godności. I wymagam od znajomych, żeby czasami się do mnie dostosowali - jak ja tak, ku*wa mogę! Niepojęte! Powinnam się cieszyć, że mam tylko jeden problem. I wiecie co? Cieszę się, że już nie jestem tak małostkowa, że nie pieprzę jak mi źle, bo mam szefa źle wychowanego, bo mi na piwo nie starcza, bo kredytu więcej muszę płacić. A ludzie, których uważałam za dobrych znajomych zaczynają dryfować w inną stronę, wciąż narzekający, wciąż nie szczęśliwi.
I wiecie co? Tak, czasami cieszę się, że mam raka. Bo może moje życie będzie krótkie, ale pewnie szczęśliwsze niż niejednego zdrowego nieszczęśnika.
Bo przestałam się przejmować pierdołami, bo cieszę się nawet najgorszą pogodą, bo uśmiech innych osób sprawia mi radość, bo już wiem co jest WAŻNE. I robię tylko to co chcę. I łapię każdą chwilę w locie.
Nie można tylko dać się otchłani - dajcie jej urlop, nawet kiedy boli was kręgosłup :)

A na koniec trzy szczęśliwe Buraczki - wiecie dlaczego tak lubię te dziewczyny? Bo mimo swoich okolicznych otchłani, nigdy nie narzekają, śmieją się z siebie i ze świata i starają się wykorzystać każdy dzień jak najlepiej. I nie mówią Ci, że masz fajnie, pewnie dlatego, że też mają tak fajnie jak TY :)


Pozdrowienia dla Bogusi i Ali :)

Życzę wszystkim zdrowym, którzy uważają, że fajnie jest mieć raka, żeby nigdy się o tym nie przekonali i życzę wszystkim - zdrowego rozsądku przede wszystkim.

Bywajcie w zdrowiu Kochani!
Anuk

32 komentarze:

  1. Anuk, cóż, powiedziałaś wszystko...
    Trzymaj się Dziewczyno
    tulę mocno :***

    OdpowiedzUsuń
  2. Anuk, czasem brak słów ehh
    Zostają przy nas najlepsi :P
    Buzioooole :***

    OdpowiedzUsuń
  3. Witaj Anuk.No coz ...................nic dodac nic ujac. Usmiechaj sie jak najwiecej.Uwielbiam te Twoje miny.AR

    OdpowiedzUsuń
  4. Anuk... Dlaczego siedzisz w mojej głowie??????
    Niesamowity wpis. i mam wrażenie że znów uchwycony jedynie przez tych ze wspólnym mianownikiem jakim jest rak...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. bo wszystkich nas łączy rak, a on wkrada się niepostrzeżenie i wszystko rozpiżdża w drobny mak. I choć jestem dobrej myśli wciąż i wciąż to jednak otchłań zagląda we mnie za każdym razem, kiedy pomyślę o bólu....mam nadzieję, ze zdrowi też to zrozumieją :)

      Usuń
    2. Każda poważna choroba ma taki "bonus" w postaci skrzata, który siedzi na ramieniu i kiedy już, kiedy w końcu czujesz, że jest ok, że po wszystkim można być spokojnym on się uśmiecha i przypomina: hej już nie pamiętasz? chorobsko może wrócić i cię dobić.. i wtedy koniec.. i d*pa trudno z tym żyć ale jeszcze trudniej żyć jakby śmierci w ogóle nie było, nie sposób wtedy docenić życia :-) także jesteśmy szczesciarami i tego sie trzymam z całych sił. pozdrawiam

      Usuń
    3. Przeczytałam Twój wpis Anuk jednym tchem z zaczerwienionymi polikami i ściągniętym gardłem. Chyba w mojej głobie też siedzisz. Codziennie walcze i czekam na chwile przetartego i słonecznego nieba. Próbuje odkopywać wszystkie kłębiaste chmury łopatką z nadziei. Choć łopatka malutka a chmur piekielnie dużo i podle ponure są. Szukam malutkich radości w uśmiechu dzieci i w swoich pasjach odpychając natarczywe myśli ciągnące mnie w dół.
      Trzymam kciuki za Ciebie i za Was wszystkie które walczycie. Za jaśniejsze niebo w duszy, która pokiereszowana chorobą potrafi tak pięknie patrzeć na świat karmiąc się małymi radościami. Jesteście dla mnie natchnieniem i kierunkowskazem.
      pozdrawiam
      Agnieszka

      Usuń
  5. Nigdy jeszcze nie słyszałam o osobie bez raka, która. Taka osoba to jakiś kolejny level w tej grze. Mimo swojej choroby i w tej chwili praktycznie braku perspektyw, nigdy nie zrozumiem tego myślenia. I wierzcie mi dziewczyny, nie wiem co to tego rodzaju otchłań, odpukać i mam nadzieję, że nigdy się nie dowiem. Trzymam za Was, a szczególńie za Ciebie Anuk kciuki i jak najmniej chwil styczności z otchłanią.
    A co stało się z jedzeniowo/kucharniano blogiem? Zgonął w odchłani internetu czy to coś nie tak u mnie?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kochana, blog kulinarny leży i kwiczy, choć mam masę materiału na niego to nie mam weny i ostatnio nie gotuję za dużo. Materiał z muffinkami i innymi przekąskami leży odłogiem niestety, ale postaram sie w najbliższym czasie to zmienić:)

      Coś na początku Twojej wypowiedzi chyba nie pykło, nie dokończyłas chyba zdania, bo nie bardzo rozumiem, co miałas na myśli? "Nigdy jeszcze nie słyszałam o osobie bez raka, która. "??

      Usuń
    2. Uciekło, chciałam napisać, że nigdy nie słyszałam o osobie bez raka, która uważa, że fajnie mieć raka. Ale może mam szczęście do ludzi albo ten temat jest przy mnie nie poruszany?

      Usuń
  6. Anuk...nic więcej sensownego nie potrafię dodać ,napisałaś wszystko...Przypomniał mi się post naszej ś.p Magduszki,kiedy podobne wnioski do Twoich napisala na swoim blogu...zrobiło mi się niedobrze wtedy i teraz,kiedy przeczytalam,ze jakiś bezmózg jest w stanie powiedzieć osobie chorej ..że jej zazdrości,bo nie musi chodzic do pracy...
    ...................oby nigdy nie musiał się przekonać,jak wygląda taki "wypoczynek"od pracy...
    ANUK Otchłań trzeba wykopać daleko....wiesz o tym.
    Buziam!!!

    OdpowiedzUsuń
  7. Niektórzy niby są zdrowi a chorzy na głowę

    OdpowiedzUsuń
  8. Anuk czytam cie od dawna i podziwiam twoja odwage i hart ducha. Nikt kto tego syfu nie przezyl nie ma pojecia co czujesz.Dbaj o siebie i pieprz malostkowych pseudoprzyjaciol.Otchlan upomina sie niestety o wszystkich. Oni tego jeszcze nie wiedza. Bianca.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bianca masz rację nikt nie wie kiedy ta otchłań otworzy się przed nim .Zosia

      Usuń
  9. Jesteś wielka :) buziaki kochana <3 <3 <3

    OdpowiedzUsuń
  10. Skąd ja to znam, Anuczku. Ludzie dookoła ze swoimi problemami wydają się tacy glupiutcy, walczą o pierdoły. Gonią za kasą, sławą, urodą. A mają wszystko to, o czym my, bburaczki, możemy pomarzy: zdrowie i wolność, nieograniczana terminami chemii, badań, leków. A jeszcze nam zazdroszczą pomocy fundacji i dobrych ludzi. A ja chętnie bym się zamieniła. Nawet, jeżeli miałabym mieszkać w kartonie. Byle dalej od otchłani. Dobrze, że mamy siebie nawzajem... Bo nikt nie zrozumie buraka jak inny burak :) Tulam :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lucynko nie wrzucaj wszystkich do jednego wora bo kto o zdrowym umyśle zazdrosci komuś choroby i pomocy bo na pewno nie ja i inni którzy czytają Wasze blogi ,. Bardzo Was wspieramy i modlimy się za Was .Anuk trzymaj się . masz wielki talent pisarski., ten wpis jest szczególnie mnie poruszył .Pozdrawiam .

      Usuń
    2. zapomniałam się podpisać .Zosia

      Usuń
    3. Oj Zosiu,
      powiem Ci, ze to jednak smutna prawda co pisze Lucynka.Zdziwilabys sie jak ludzie potrafia byc podli.
      Najbardziej boli jak czlowiek zawiedzie sie na bliskiej osobie lub "przyjacielu"!
      Mi jak ta straszna "OTCHLAN" zajrzala prosto w oczy, to najblizsza kolezanka oznajmila mi "cala spanikowana"przez telefon, ze na moim miejscu to by strzelila sobie w Leb :D
      teraz sie z tego oczywiscie smieje ale uwierz mi nie tego czlowiek oczekuje od przyjaciol, ktorym niegdys sam pomagal. Z rodziny tez ktos strasznie mnie zranil a i nawet jeden taki lekarz "dal ciala". Oczywiscie tym ludkom powiedzialam( jak juz stanelam na nogi= ...baj baj ;-))
      troll

      Usuń
  11. Anuk od dawna Cię czytam potajemnie nie ujawniając się. To co napisalaś jest tak trafne... i prawdziwe... ! Nie dostrzegamy tego co mamy! Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  12. Aniu dziękuję za Twój wpis ❤❤❤❤❤❤❤
    http://www.beme.com.pl/kartki-z-kalendarza/strach-mysli-wyrwane-z-otchlani/

    OdpowiedzUsuń
  13. Tak,dla niektorych zlamany paznokiec to juz mega problem...Rak nie jest grypa,ktora da sie wyleczyc. Nawet jesli czlowiek pozbedzie sie dziada sraka to i tak strach pozostaje. Siedzi w podswiadomosci i nie pozwala normalnie funkcjonowac. Czuja go osoby chore i ich rodziny. Anuk,nie marnuj czasu dla znajomych,ktorzy nie potrafia tego zrozumiec.Pozdrawiam goraco,stala czytaczka Marta

    OdpowiedzUsuń
  14. Ten kto nie zaznal strachu o swoje zycie nigdy tego nie zrozumie( ja tak mialm "trudna operacja+ryzyko paralizu)
    Problemy rodzinne, finasowe, mieszkaniowe i co tam jeszcze wydaja sie byc przy tym
    naprwade banalnymi blachostkami i teraz nie rozumiem ludzi ciagle marudzacych,
    niezadowolonych z siebie i z zycia. Po prostu irytuja mnie tak,
    ze omijam ich szerokim lukiem;D

    Jednak "rak" ma ta dodatkowa specyficzna wredna ceche, ze moze sie wznowic:/ale nie musi:)
    bardzo wspolczuje wszystkim, ktorzy musza sie zmagac z tymi ponurymi
    myslami na codzien. Wydaje mi sie, ze potrosze szkodzimy sobie sami tym
    nadmiarem informacji, szperaniem w necie, sprawdzaniem statystyk, rokowan !
    Po co ??owszem mozna i trzeba znac swoja chorobe i nawet zawalczyc o nowe lekarstwo lub
    dobrego lekarza, ostrodek ale na Milosc Boska po co nam ta doglebna wiedza.
    Nie lepiej sobie powiedziec CO MA BYC TO BEDZIE ,A CO NIE JEST NIE PISZE SIE W REJESTR:)
    i stop... . wizjom z otchalni !!!

    Mialm kiedys kolezanke ktora przeszla "sraka" spokojnie,(kiedys nie bylo neta i dostepnej wiedzy jak teraz ) i zyla normalnie prawie radosnie i kompletnie nieswiadomie....eh..ciezko sie o tym pisze....jednak mysle ze, gdyby wiedziala wszystko az do bolu to napewno przeszlaby to o wiele ciezej fizycznie w kompletnie psychicznej rozsypce.
    Ale co tu duzo pisac jak sama Anuk pisze, ze nawet lekarz ROBI TAAAKIE WIELKIE OCZY i jak tu sie nie przestraszyc.
    Od samego strachu mozna umrzec ;-D Onkologiczni sa bardzo wrazliwi na slowa gesty itp

    Dlatego dziewczyny polecam zakladac na codzien rozowe okulary, peruki, tipsy i inne bajery i co tam jeszcze chcecie
    unikac plot" rakowych" oraz otaczac sie dobrymi duszkami:)))
    bedzie dobrze ! juuuu...za te slowa mnie zabijecie :D:D wiem,
    wiec znikam

    ps.tylko w blogach trzeba sobie dac szanse na wyplucie tych strasznych mysli z otchlani.
    troll

    OdpowiedzUsuń
  15. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się z tym co piszesz. Teraz kiedy walczę po raz trzeci (i mam ogromną nadzieję, że ostatni, bo wygram raz na zawsze), widzę co robią ludzie wokół mnie. Jak nie dźwigają tego co się dzieje i nie potrafią dostosować się do sytuacji w jakiej się znalazłam. Od najbliższej rodziny usłyszałam, że jestem egoistką, która odpycha ludzi, a Ci którzy zostali boją się mi cokolwiek powiedzieć, bo mi się pojebało w głowie od tego chorowania. Najbardziej rozśmieszyło mnie stwierdzenie "nie musisz ciągle mi mówić jak cię boli i jak źle się czujesz, bo ja to wiem". Pytam skąd możesz to wiedzieć "bo znam osobę która też chorowała na raka". Wiec odpowiadam "w takim razie gówno wiesz o moim cierpieniu". Oczywiście przeżyłam to na swój sposób, bo nie tego człowiek spodziewa się od najbliższych, ale nie zastanawiając się długo uciełam całkowicie kontakt z tą osobą i tymi co zostali przez nią zmanipulowani. To co piszesz w tym poście jest smutne, ale jakże prawdziwe. Co jakiś czas słyszę, boję się dzwonić do Ciebie, bo nie wiem jaki będziesz miała dzień, bo czasem nie da się z Tobą dogadać. Myślę wtedy, ciekawe jak Ty byś się zachowywał/a gdybyś była na moim miejscu. Zawsze powtarzam nikomu źle nie życzę, ale zdrowy chorego nie zrozumie. Człowiek może być nie wiem jak empatyczny, ale jeśli czegoś nie przeżył, nieposmakował, to jakkolwiek by się starał nie zrozumie co przeżywa ten, który przez to wszystko przechodzi.
      Ja też się nie wymądrzam kiedy ktoś dzieli się ze mną jakąś tragedią, ani też nie mówię "będzie dobrze", ja tylko przytulam i jestem zawsze kiedy daję radę...
      Wytrwałości dla Ciebie, dla mnie i dla reszty, którzy muszą przechodzić przez to piekło jakkolwiek szeroko by się uśmiechali.

      Usuń
    2. kotku Filemonku glaskam i :**
      troll

      Usuń
  16. Wiele w tym prawdy, co piszesz, Anuk...Naprawdę wiele!
    Ale!
    My, burakowcy, chcemy, żeby nie myślano o nas i nie traktowano nas stereotypowo. Chcemy, żeby rozumiano, co czujemy.
    A co my? Czy my na pewno wiemy, co czują zdrowi, którzy nas traktują tak, jak byśmy nie chcieli? Czy rozumiemy - czy w ogóle staramy się zrozumieć? - że oni może po prostu nie wiedzą, że może się zwyczajnie boją? Czy aby sami zdrowych nie postrzegamy stereotypowo właśnie? (zdrowy, więc NIE JEST W STANIE ZROZUMIEĆ). Empatia - tak! Ale w obie strony! Dlatego, jak już ktoś wcześniej napisał: nie wrzucajmy wszystkich do jednego worka.
    PS. A głupców - prawdziwych głupców - spotykamy na swojej drodze nie tylko podczas choroby. Spotykałyśmy ich przecież i przed, tylko wtedy dotyczyło to innych spraw. A nasze drogi z tymi naszymi znajomymi głupcami prędzej czy później i tak by się rozeszły, jak nie o chorobę, to o coś innego.
    Pozdrawiam i kibicuję Ci dalej:)

    OdpowiedzUsuń
  17. Anuk, sporo prawdy ....nie, to sama prawda, rak zmienia wszystko i tak samo jak trudno jest sobie dać radę z diagnoza, nie łatwo jest dać sobie radę z zyciem po leczeniu.... I niesamowite jest to, ze nieważne jak zajebiscie trudno jest, nie ma sie ochoty narzekać, bo każdy dzien jest kolejnym dniem naszego życia. Dzieki za ten wpis. Swoje przyspieszone urodziny odchodziłas w dzien po moich urodzinach - kolejnych, super starzejemy sie ��! A ja dodatkowo mam fajna bliznę zamiast lewej piersi, i piękne nowe włosy, uśmiech na twarzy i duzo szczęścia. Nie wiem jak u Ciebie, ale ..."the grass is greener on my side!"

    OdpowiedzUsuń
  18. Bardzo Ci dziękuję za ten wpis. Od kilku godzin nad nim siedzę i wyję. Tak ze środka bebechów. Pozwoliłam sobie na to tylko dzięki temu, co napisałaś. Ryczę pierwszy raz odkąd się dowiedziałam (17 lipca), że we mnie też siedzi. Jeszcze tylko nie wiem, czy siedzi grzecznie w jednym miejscu, czy rozlazł się już wszędzie. A ten gang onkolsena to musi zajebisty gang być ; - )

    OdpowiedzUsuń
  19. Nie rozumiem ludzi, którzy krytykują zbiórki pieniędzy na choroby. Nie chcę- nie daję i nie komentuję bo tak jak piszesz nigdy nie wiadomo kiedy choroba dopadnie mnie albo kogoś z mojej rodziny a życie i zdrowie nie ma ceny!!! Marzenę uwielbiam i gdybym tylko mogła wsparłabym ją niestety nie sama mam sporo problemów ale wszystkie problemy są błahe oprócz problemów zdrowotnych. Bo jak mówi mój tata jak "zdrowia i życia nikt nie wróci". Mam ogromne problemy finansowe ale się nie martwię- ktoś powie, że jestem lekkomyślna- może ale jestem zdrowa póki co ja i mój mąż też mamy wspaniałą córkę i kiedyś na pewno będzie lepiej:) Kaskę da się zorganizować:)

    OdpowiedzUsuń