piątek, 16 września 2016

Wczoraj, dziś i jutro

Powinnam posprzątać (chcę, bo mam dzisiaj gości, więc coś napiszę, w końcu syf z chaty sam nie ucieknie (a szkoda).

Ostatnio strasznie dużo się dzieje, a może mam takie wrażenie dlatego, że ciągle jestem zmęczona. I już nie wiem czy to chemia odbiera mi siły czy pieprzony rak. Mówiąc szczerze ostatnio bardzo mnie straszy ten mój burak... Dostałam dwa cykle Xelody (tej chemii w tabletkach) i niestety niewiele mi to dało, prócz kilku efektów ubocznych. Mój stworek nie chce się wyprowadzać. Za to pojawił się znowu syndrom chemo-brain. Pewnie dlatego ostatnio zamiast pójść do lekarza w środę, poszłam w czwartek! Przy pierwszym starciu poszłam do szpitala dzień wcześniej, tym razem dzień później. Na szczęście Pani doktor była wyrozumiała i bez problemu mnie przyjęła.Trafiłam na osobę, która mnie nie zna, ale od razu wyczuła. Pani dr przyjrzała się moim wynikom i postanowiła zmienić mi chemię. Ucieszyłam się jak pies na widok kości, a przecież chodzi o chemię! Wlało to w moje serce nieco nadziei, że może jednak się uda...




Długo nie pisałam, ale naprawdę straciłam w sobie wiarę, że wyzdrowieję. Nadal jest jej we mnie niewiele, ale gdzieś pojawiło się światełko w tunelu i za słowami piosenki Natalii Nykiel (która właśnie leci w tle) "i coś mi każe biec, znów mi każe biec". Biorę głęboki oddech i biegnę dalej (oczywiście metaforycznie ;)).

modelka: Magda Klepacz, autor:ja

Ostatnio stałam się mistrzem w maskowaniu wszystkich strachów i chowaniu ich nawet przed sobą. I tak potrafię w ciągu dnia popłakać się przy myciu naczyń, a potem wrócić do pokoju i śmiać się z głupot. Czasami na 30 sekund wpadam w dołek i tracę oddech a za minutę myślę o czymś miłym i zapominam o chwilowej "depresji". jedyne czego nie potrafię przeskoczyć to planowania przyszłości...nie umiem wybiec nawet o miesiąc w przód. Próbując to zmienić kupiłam sobie dwie pary sandałów na przyszły rok, tak jakby miały mnie tam zaprowadzić.

Gdzieś we mnie strach, ból i obawy mieszają się z radością życia i nadzieją. Wszystko współgra ze sobą jak w dobrej orkiestrze, tak, że sama nie zauważam, kiedy ze strachu przeskakuję w radość. To trochę schizofreniczne uczucie, nie spodziewałam się nawet, że o tym napiszę kiedy zasiadałam do pisania. Chciałam tylko odwlec sprzątanie.
I nie wiem czy to dojrzewanie czy już starzenie się? Mam wrażenie, że ostatnie dwa lata przyniosły dla mojej duszy co najmniej dziesięć, jeśli nie dwadzieścia lat. Szkoda, że przyniosły również z 15 kilogramów. Gdybym miała ciało i zdrowie sprzed kilku lat i mózg z dzisiaj mogłoby mi odbić, na punkcie mojej zajebistości, dlatego pewnie muszę być gruba i chora, żeby zachować równowagę w świecie.

A teraz zupełnie bez żartów. Widzicie mnie po lewej? Byłam strasznie zakompleksiona i nie wierzyłam w siebie. Wydawało mi się, że jestem za gruba (haha), za brzydka, za głupia, że brakuje mi wszystkiego. No i fakt, teraz jak o tym myślę, to byłam strasznie głupia - bo tak myślałam. Teraz popatrzcie na mnie po prawej - nie mam zdrowia i figury, ale tak na prawdę mam wszystko, a dzisiaj to najlepszy czas, żeby zrobić to co chcę. Mam masę fizycznych ograniczeń, ale w końcu to głowa mnie nie ogranicza. Piszę to do wszystkich kobiet, którym się wydaje, że są za głupie, za brzydkie, za grube - wiecie, że nigdy już może nie być lepiej? Jesteście piękne i tylko wy widzicie te rozstępy czy cellulitis i tylko od was zależy czy weźmiecie z życia to co najlepsze czy nadal będziecie przejmowały się pierdołami. Ja w siebie nie wierzyłam. Nikt nie powiedział mi, że jestem piękna. W ciągu ostatniego miesiąca usłyszałam to 3 razy. Wiecie dlaczego? Bo w końcu w to uwierzyłam i zaczęłam być piękna, nie ważne, że z dużą nadwagą, nie ważne, że z rakiem. Dwa lata temu z bólem patrzyłam na to zdjęcie po lewej, dzisiaj patrzę z pobłażliwością i myślę "oj, Anka, jaka Ty byłaś głupiutka". Nie cofnę już czasu, ale mogę korzystać z tego co mi przyniósł (nawet jeśli to nadwaga i rak ;)) 

Wracając do meritum, czyli do zmiany chemii - będę przyjmować teraz wlewy z cisplatyny co tydzień. Trochę mnie to zwala z nóg, a raczej zapędza do muszli sedesowej głową w dół - nic przyjemnego - ale co zrobić? To musi zadziałać, bo rak działa szybko. Urósł od czasów biobsji o 2 cm w jedną stronę i centymetr w drugą co dzisiaj daje mu 6x4 cm. Na domiar złego jest też drugi guz w tej samej piersi o rozmiarach 3x2 cm...nieźle, co? Wciąż ciężko mi uwierzyć, że jakieś tam zmutowane komórki chcą mnie zabić. Moje kurwa własne komórki. I kiedy tak sobie płaczę po cichu, to w duchu nie wierzę w raka, w to, że może mnie zabić. Pamiętam, że jako nastolatka wyobrażałam sobie, że jak nie będę chciała umierać to po prostu nie umrę. Wierzyłam, że nic nie jest mnie w stanie pokonać. Czasami staram się znów tak myśleć i po prostu nie wierzyć w choroby. Nie przestają istnieć, ale przynajmniej w mojej głowie robi się jaśniej.
Staram się nie rozmawiać z bliskimi zbyt często o mojej chorobie. Troska o nich nie pozwala mi się poddać. Jestem pewna, że beze mnie sobie nie poradzą, niezły tupet co? Przecież nie ma ludzi niezastąpionych, ale przez 30 lat idzie się przyzwyczaić nawet do najgorszej pindy. No cóż, chyba się jeszcze ze mną pomęczą, bo mam zamiar ponosić swoje grube dupsko po świecie dobrych parę (dziesiąt?) lat.

Chyba pora kończyć ten wywód i powrócić do sprzątania. Pękła mi ponad godzina, a brud sam się nie wyniósł, Przed nami weekend, kochani. Wykorzystajmy go jak najlepiej potrafimy!
Pamiętajcie, że jesteście piękni i tylko od waszej głowy zależy jakie będzie wasze życie!

Bawcie się dobrze robaczki!
Anuk


42 komentarze:

  1. Aniu tulę do serducha. Trzymam kciuki za nową chemię.

    OdpowiedzUsuń
  2. Anuk, miałam, MAM, znajoma w analogicznej sytuacji.
    Też dostała cisplatynę, to było kilka lat temu
    Efekty rewelacyjne!
    Żyje, ma się zdrowo:)

    Myślę, wspieram, jestem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I za taki własnie scenariusz i ja trzymam kciuki:)
      Trzymaj się ciepło!

      Usuń
    2. Bardzo wam dziękuję. Wierzę, że się uda;)

      Usuń
    3. Wspieram i ja. Trzymam kciuki mocno.
      Wierzę razem z Tobą! :*

      Usuń
    4. Anuk dolaczam do dziewczyn!Posylam cieple mysli,pozytywna energie i trzymam kciuki.
      Wierze,ze Ci sie uda!!! :***

      Usuń
  3. Dzisiaj dałaś mi wiarę której ostatnimi czasy bardzo mi brak.
    Jestem w trakcie skomplikowanego, bardzo skomplikowanego rozsta(wa)nia się z moim ex. Chcę mieć to za sobą ale koleś ewidentnie utrudnia, wciąga w tą historię innych ludzi. Ogólnie kurwa dół niegnanej głębokości.
    Tak bardzo chcę się od tego uwolnić. Dałaś mi siłę i wiarę że potrafię ❤

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Takie sytuacje są trudne w życiu. Czasami trafiamy na bardzo toksycznych ludzi, którzy nie pozwalają nam odejść i trzymają w sieci emocjonalnej. Nie zazdroszczę, znam to uczucie. Najważniejsze, żebyś pamiętała o sobie, bo jesteś NAJWAŻNIEJSZA i nie zapominaj o tym. Nie pozwól sobie wmówić, że np. bez niego nic dobrego Cię nie czeka - bo pewnie masz takie myśli, albo wręcz on Ci to wmawia. Myślę, że jeśli wytrzymasz ten najgorszy moment to będzie tylko lepiej. Bądź sobą i poczuj wiatr we włosach:) Ja zawsze kiedy mam do podjęcia trudną decyzję idę sama na spacer, czasami siadam w kawiarni przy herbacie czy kawie i przyglądam się ludziom, czerpię z nich energię i wyobrazam sobie ile dobrych rzeczy mnie czeka. Dzisiaj jest najlepszy moment do zmian :) zawsze dzisiaj jest najlepszy dzień:)

      Usuń
    2. Jestem zdecydowanie silną babką ale koleś nie odpuszcza. Mamy kilka wspólnych spraw do załatwienia i nie wiem jak z tym ruszyć. Zasrane zobowiązania. Chcę zamknąć te sprawy, te drzwi i iść dalej naprzód z czystą głową.
      Miałam już momenty zwątpienia ale jak ja nie dam rady to nikt za mnie też tego nie zrobi.
      Dzięki za wparcie Aniu, nikt tak nie zrozumie baby jak druga baba ��

      Usuń
    3. niestety w takich sytuacjach należy być mega asertywnym, uprzec się i nie dopuszczać innych myśli. Opowiedziałabym Ci coś, ale nie tak publicznie:) Jak chcesz to odezwij się do mnie na fejsie, albo przez maila: anuk iwaniuk na fejsie, a mail: burak.anuk@gmail.com

      Usuń
    4. Odezwę się jak uporam się z porządkami ��
      Dzięki serdeczne ��

      Usuń
    5. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
  4. Dla (póki co) zdrowej osoby niektóre sprawy są abstrakcyjne, pod tym względem, że próbując zrozumieć i postawić się w sytuacji osoby chorej na raka, pojawia się poczucie ogromnego podziwu dla chorego, w tym przypadku dla Ciebie. Zaglądałam codziennie na Twojego bloga i choć się nie znamy, to naprawdę każdego dnia myślałam czy Twoja nieobecność tu jest spowodowana (nie daj Boże!) jakimiś komplikacjami, czy to po prostu zbyt szybko upływajacy czas i brak czasu i być może chęci na uzewnetrznienie się. Cieszę się, że to nie ten pierwszy scenariusz. Wracając do kwestii podziwu - Anuk jesteś tak silną osobą, że mogłabyś tą siłą przenieść cały wszechświat, serio... Próbując wyobrazić sobie siebie w takiej sytuacji, wiem, ze nie podolalabym, pewnie w połowie drogi, albo na jej początku bym się poddała. A Ty walczysz, dzielnie, i to, że masz momenty, kiedy dopada Cię brak wiary, wątpliwości co do tego wszystkiego jest zupełnie normalne.. W końcu już raz wygonilas wroga, a on uparty znowu zawrócił. Nie jestem lekarzem i nie znam się na leczeniu, ale głęboko wierze w to, że zmiana leku Ci pomoże i pokonasz dziada. Bardzo mocno trzymam za to kciuki. Ps od początku Twojego bloga, do dnia dzisiejszego ( choć powtarzam- nie znam Cię) bardzo się zmieniłaś, dojrzalas, te zmiany są jak najbardziej na plus.
    Ps 2 ludzie często przejmują się jakimiś blahostkami, a to nadwagą, a to trądzikiem, a to czymś tam, nie doceniając tego, co jest najważniejsze - życia i tego by korzystać z niego garściami...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja nie mam wyboru, nie jestem żadna bohaterką, nie jestem herosem, po prostu świat postawił mnie w takiej sytuacji a chcąc żyć, nie ma co tracić czasu ;) Dwa lata choroby umacnia, uwierz mi znam wiele dziewczyn chorych o podobnym podejściu do mojego, ja jestem głosem nie tylko swoim, ale wielu chorych dziewczyn, które walczą :) Dziękuję Ci, że jesteś i zaglądasz i zostawiasz po sobie ślad:)
      buziaki :*

      Usuń
  5. … też mam na imię Anka, mieszkam we Wrocławiu od kilku lat i trafiłam na Twojego bloga w chwili gdy powstawał. Dlaczego? A bo właśnie wtedy wyczułam guzek w piersi. Poprowadziłaś mnie jak za rękę po korytarzach DCO. Moja historia jednak potoczyła się inaczej (na moje zezowate szczęście). Guz okazał się niezłośliwy i przypominają mi o nim jedynie wizyty kontrolne co pół roku. Wywiad rodzinny nieciekawy, więc każda kolejna wizyta na Hirszfelda straszy wizją, że szczęśliwa karta może się odwrócić, przecież coś tam już siedzi i czyha. Aniu czasami sobie myślę, że mogłam być na Twoim miejscu… Hmmm.. z kolei Ty pewnie myślisz sobie teraz: ale z niej szczęściara, a tej to się udało! A przypuszczam, że gdybyś wiedziała z czym borykam się każdego dnia to za nic w świecie nie chciałabyś się zamienić ze mną miejscami ;) I wiesz.. myślę też że najważniejsze aby w czasach gdy życie pierze Cię nieźle po dupie mieć pod kopułą dwie rzeczy dobrze poukładane, a mianowicie: pokorę i siłę. Gdy mi brakuje tej drugiej sięgam po nią na Twoim blogu. Trzymaj się mocno! Dzięki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też borykam isę nie tylko z chorobą, każdy ma jakieś swoje problemy i potyczki życiowe :) Bardzo się cieszę, że guzek nie okazał się być złośliwy, na Twoim miejscu cisnęłabym, żeby go usunąć, jeśli masz historię chorobową w rodzinie. Można to zrobić prywatnie za kilkaset złotych, ale będziesz miała więcej spokoju ;)
      pozdrawiam

      Usuń
  6. Jesteś mega naj naj najlepsza,oszalałam na punkcie "Twojej zajebistości "

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :) dzięki, że zaglądasz i że doceniasz moją zajebistość :D

      Usuń
  7. Pierwszy raz nie napisałaś "bywajcie w zdrowiu" Hmm...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. a tak jakoś, pierwszy raz też napisałam o wielu innych rzeczach :)

      Usuń
  8. och dziewczyno gdybym była facetem to padłabym u Twych stóp z bukietem kwiatów...bo po prostu Cię uwielbiam. Błagam Cię nie poddawaj się i odganiaj te złe myśli. Będę się modlić, trzymać kciuki i zaklinać los oby wszystko było dobrze. Wspaniale piszesz i dajesz do myślenia nawet tak starym babom jak ja.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za te słowa:) Staram się nie poddawać, choć bywa ciężko, szczególnie kiedy gad zaczyna wygrywać a nie ja... sama modlę się, żeby zaczął w końcu wypierdalać w siną dal, bo inaczej może być krucho. Z tym tez niestety się musze liczyć, ale co by nie było, pewnie się nie poddam, to nie moja droga, żeby skłaniać głowę przed przeciwnikiem ;)

      Usuń
    2. Beata - wyraziłaś moje myśli pięknie :) podpisuję się!

      Usuń
  9. Niezależnie od tego w jak trudnej sytuacji zdrowotnej byśmy się nie znaleźli, zawsze trzeba trzymać się trzech zasad:

    • wierzyć, że wystarczy nam sił do walki z chorobą,
    • mieć nadzieję na pełne wyzdrowienie,
    • kochać swoje ciało i duszę.

    :))

    OdpowiedzUsuń
  10. Jesteś cudowną osobą, musisz o tym wiedzieć. Jesteś piękna, to prawda! Uwielbiam twój kolor włosów! Podziwiam za odwagę :)
    Piszę tylko, że nie jesteś sama. Nie wiem, czy to cię ucieszy czy nie, ale od dobrego miesiąca, codziennie wieczorem, gdy się modlę, dodaję twoją intencję :) Będzie dobrze, wygrasz to. A potem napiszesz książkę o swojej walce i ją wydasz. Mam taką nadzieję, bo bardzo lubię twój styl pisarski. No i oczywiście książka będzie hitem empiku, wiesz konferencje i wywiady! Ściskam serdecznie! Życzę wszystkiego dobrego i dzisiaj też o Tobie przypomnę! Jeśli cię komentarz uraził, to przepraszam. Ale pamiętaj, nie jesteś sama.
    Emilia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! Absolutnie mnie nie obraził ten komentarz, wręcz przeciwnie, bardzo mi miło. Dziękuję za modlitwę, na pewno się przyda!
      ściskam!

      Usuń
  11. Trzymam, pamiętam, myślę !!!!!! Mietek

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mietku, jesteś jedynym mężczyzną, który tutaj zostawia Twój ślad:) Chyba, że nie jesteś mężczyzną...;) Co Cię tu sprowadza? Jakoś tak przyzwyczaiłam się, że tematyka raka piersi interesuje kobiety :)
      pozdrawiam

      Usuń
    2. Podoba mi się tu, po prostu...
      Mietek

      Usuń
  12. Gdybyśmy wiedziały parę lat temu to, co wiemy teraz, byłybyśmy królowymi życia. Chociaż (z paroma wypadkami przy pracy po drodze) chyba i tak sobie nieźle radziłyśmy. I ciągle uważam, że przez ten czas porównywania się do Bóg wie kogo i hiperkrytycznego oglądania w lustrze każdego centymetra ciała przeszłaś lepiej i szybciej niż ja :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Mnie się podobasz na jednym i na drugim zdjęciu,naprawdę.
    Bardzo Ci kibicuję i przytulam
    Olam

    OdpowiedzUsuń
  14. Ania... Zwątpienie jest też pewnym etapem tej walki. I przez niego trzeba przejść. Wierzę że jeszcze zapomnisz o tym koszmarze, jako ozdrowieniec!

    OdpowiedzUsuń
  15. Stawiasz do pionu Anuk :) I za to Ci dziękuję, bo czasami zapominam jaka szczęściara ze mnie. Jak każdy mam większe i mniejsze troski, ale czym to jest w obliczu walki o życie. Kiedyś byłam super laska (tak super super) a teraz jestem grubą czterdziestka, ale mam kochającego męża i kota, nie mam śmiertelnych chorób (albo nie wiem, ale wolę myśleć, że nie mam), nie żyję z duszą na ramieniu z powodu obciążeń w rodzinie, mam dobrą sytuację finansową, pracuje ile chcę... i wiele innych rzeczy. Szczęściara ze mnie. Dziękuję, że mi o tym przypominasz - w takich chwilach wstydzę się za siebie i swoje umysłowe ograniczenie. Bądź zdrowa Aniu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyli co ? dowartosciowujesz sie na czyis trudnych sytuacjach ??
      Troll

      Usuń
    2. Anonimie Trollu - nie dowartościowuję się, doceniam to co mam dobre starając się nie myśleć o tym co złe. Od czasu do czasu każdemu z nas przydaje się zimny prysznic.

      Usuń
  16. A propo dywagacji na temat wyglądu. Gdybym była mężczyzną już zwróciłabyś moją uwagę. Jesteś tak wyjątkowa , charakterna i na prawdę masz bardzo intrygującą aparycję. Nie ma więc przeszkód, żeby "porozglądać się" wokół w ten rekonwalencyjny czas.... Pamiętam jak moja psycholog w trakcie rozwodu zapytała: dlaczego Pani myśli, że nic już Panią ciekawego nie spotka? A może, gdy się pani potknie na chodniku, to mężczyzna Pani życia pomoże się Pani podnieść. Przykład był idiotyczny, ale uzmysławia, że wszystko może się zdarzyć. Walka o zdrowie to jedno, ale jak już odpowiednie "oko" masz i włos w przyciągającym kolorze masz i czerwień ust i ładny łaszek to szkoda nie uśmiechnąć się do wysokiego bruneta na ulicy...Wszystkiego najlepszego Ci życzę
    Baśka

    OdpowiedzUsuń
  17. może i nie posprzątałaś, ale za to jaki wpis! dziękuję Ci i niezmiennie trzymam kciuki - bądź w dobrej formie i psychicznie (bez płaczu i fizycznie - bez raka!

    OdpowiedzUsuń
  18. Anuk ale mi przywaliłaś tym postem. Ty z tym swoim pisaniem zawsze trafisz celnie i w punkt... Ja jestem na etapie na którym ty byłaś pozując do zdjęcia po lewej. I pomimo, że zgadzam się w 100% z tym co piszesz, to nie potrafię wcielić tego w życie. I tak jak Ty ryczę pisząc ten komentarz... Ja z Twojej książki (jak już ją napiszesz i wydasz)uczynię sobie Biblię, bo taką jesteś mądrą kobietą...Pozdrawiam Cię. Justyna

    OdpowiedzUsuń
  19. Anuk. Jesteś zajebistą "pindą" i tak trzymać. Olej sprzątanie i poczytaj książkę albo napij się wina. Kibicuję od dawna.

    OdpowiedzUsuń
  20. Anuk. Jesteś zajebistą "pindą" i tak trzymać. Olej sprzątanie i poczytaj książkę albo napij się wina. Kibicuję od dawna.

    OdpowiedzUsuń