Jestem straszną babą.
Rano usiadłam tam gdzie król nie chodzi piechotą i zaczęłam ryczeć jak bóbr. Ciągle staram się trzymać gardę i obracać kota ogonem. Umiem to, lubię to, szczycę się tym. Ale dzisiaj zobaczyłam, że to szpachlowanie wrastającego w mur grzyba, który ciągle przebija się przez tynk, czasami bardziej, czasami tylko trochę. Zabrakło mi kurwa tynku.
Nie jestem wcale taka fajna jak wam się wydaje. Nie podnoszę się z lekkością po każdym upadku. Wcale nie widzę samych dobrych stron życia i nie jestem nieustraszonym wojownikiem. Nie umiem cieszyć się szczęściem innych kiedy sama jestem nieszczęśliwa i rozżalona.
Ostatnio wspominałam wam, że podejrzewają u mnie wznowę. W poniedziałek czeka mnie mammografia i być może biobsja a w środę tomografy klatki piersiowej i miednicy mniejszej. Nie czuje strachu tylko brak powietrza i widzę przed sobą wielki obrośnięty chaszczami mur. Na co dzień po prostu żyję, cieszę się chwilą ale kiedy przychodzi ranek znów muszę się zaprogramować na szpachlowanie tego grzyba, żeby nie zwariować. Wczoraj wymyśliłam, że się spakuję i ucieknę gdzieś w pizdu, nie pójdę na badania, nic nikomu nie powiem, ale co dalej? No własnie ani to ani nic innego nie pozwala mi ułożyć planów na przyszłość. Zamiast zadbać o siebie to jem coraz więcej bo to daje mi chwilową przyjemność, a potem mam wyrzuty sumienia, że jestem coraz grubsza. I wyobrażam sobie siebie jako tego żuczka gnojarza, który pcha pod górę kulę swojego łajna i co jakiś czas to gówno turla się mu prosto na łeb.
Przypomina mi się cytat z filmu "Fight Club", który po polsku został przetłumaczony: "Jesteś roztańczonym pyłem tego świata..." a w oryginale brzmiał:
"You(we) are the all singing, all dancing CRAP of the world" czyli w bardziej dosłownym tłumaczeniu: "Jesteś(my) śpiewającym i tańczącym gównem tego świata". Polskie tłumacz zaszpachlował gówno, które niestety lepiej oddaje sens pieprzonego życia.
I teraz powinna przyjść refleksja, że jednak wstanę, podniosę się, będę pierdolonym motylkiem lekko wirującym nad kwitnącymi pylącymi jebanymi kwiatkami. Ale chyba nie będzie. Jestem tylko ja.
Kobieta lat 30, otyła, złośliwa, leniwa, wytyka wszystkim błędy, wkurwia ją publiczne okazywanie czułości i ludzka głupota. Uważa, że większość ludzi to idioci. Nienawidzi sprzątać, za to lubi gotować, przez co w upały lepiej nie wchodzić do jej kuchni. Przeszła raka piersi w wyniku czego ma tylko 1,5 cycka i niesprawną rękę. Wymaga by wszyscy za nią nosili zakupy itp (a robi w chuj ciężkie). Posiada liczne rozstępy na wszystkich częściach ciała, ale ma to w dupie (i na dupie).Zawsze stara się być lepsza i wyjątkowsza od innych o czym ma przekonanie - słowem- wyżej sra niż dupę ma. Kipi wulgaryzmami, szczególnie kiedy się wkurwi.
Taki dałabym opis na portal randkowy, gdybym szukała faceta, ale nie szukam. Zaproponowałam dzisiaj na fejsbuku zabawę w pisanie tego typu opisów, pomijających wszelkie zalety. Parę osób w to weszło. Zadziwiająco poprawiło mi to humor i nie tylko mi. Więc może ta refleksja nad samą sobą przyniosła jednak delikatnie pozytywne skutki? Czyżbym znowu próbowała obracać kota ogonem? To takie typowe, kiedy tylko docieram do swojego małego, brzydkiego i nielubianego oblicza. Przecież muszę być lepsza, silniejsza, fajniejsza i wyjątkowsza (tak, wiem, że nie ma takiego słowa, że pisze się "bardziej wyjątkowa" ale tak mi się bardziej podoba).
Jutro wstanę i skorzystam ze sposobu Simontona, żeby uśmiechnąć się do swojego obłego papuśnego ryja w brudnym lustrze i będę żyć. Upadać, podnosić się i zbierać gówno z głowy by pchać je dalej pod górę, dodając sobie do tego jakiś absurdalny sens, w który zapewne uwierzę. I powtórzę te słowa, które powtarzam jak mantrę każdego dnia "Bądź dobrej myśli bo po co być złej" . I będę znów cieszyć się szczęściem moich przyjaciół i opowiadać o tym jak dobrze sobie radzę. Ale jeszcze dzisiaj mam to wszystko gdzieś. Dzisiaj posiedzę ze swoim grzybem i swoimi wadami i będę upajać się swoim pechem, nieszczęściem, żalem do świata, zgorzknieniem i całą resztą śpiewającego i tańczącego gówna tego świata. I nie piszcie, że będzie lepiej, bo wyrzucę monitor przez okno a był drogi i go lubię.
Bywajcie, kurwa, w zdrowiu
Wściekły na świat Anuk.










































